Mamy już grudzień. Osobiście wolałabym, aby galerie handlowe i sklepy ozłocone były lampkami i ozdobami świątecznymi dopiero od ostatniego miesiąca w roku, choć i tak niezwykle rzadko zaglądam w takie miejsca. I żeby chociaż sypnęło śniegiem w grudniu, wtedy byłoby jeszcze piękniej. Jestem z tych, co tęsknią za prawdziwą zimą jak z czasów dzieciństwa.
Już dawno zarzekłam się przed rodziną, że nie chcę dostawać nic związanego z wizażem (a urodziny mam tuż przed Gwiazdką). Zawsze jest tak, że tego typu rzeczy trafiają do mojego kufra i tak naprawdę nie są przeznaczone dla mnie tylko dla moich klientek i modelek. Na co dzień mam styczność z tak dużą ilością kosmetyków, że istnieje spora szansa że tego typu prezent będzie nietrafiony lub zwyczajnie nieprzydatny. Wolę jednak sama dbać o zawartość toaletki i starannie dobierać kolory czy faktury, których potrzebuję.
Higiena pędzli i akcesoriów do makijażu to niezwykle istotna część pracy z kosmetykami. Nie wyobrażam sobie,by nie czyścić ich po każdym użyciu. Oczywiście zdarza się też tak, że wezmę ze sobą niewystarczającą ilość pędzli i muszę szybko je oczyścić by wykonać kolejny makijaż. Na wszystko jest sposób, a na rynku możemy dostać różne mydła i preparaty, które nie tylko ułatwiają czyszczenie włosia lub tworzywa z których zrobione są gąbeczki czy aplikatory, ale też znacznie usprawniają mycie.
Postanowiłam napisać zbiorczą recenzję pędzli Zoeva w oparciu o ponad dwuletnie obcowanie z tą marką. Boom zaczął się stosunkowo niedawno, ale odkąd te akcesoria pojawiły się w polskich sklepach internetowych to one najszybciej znikają, a pod zdjęciem najczęściej widnieje napis „oczekiwanie na dostawę”. Pędzli tych używam codziennie.
Postów podobnego typu na blogach o tematyce makijażu było już pewnie wiele. Uzbierało mi się jednak kilka spostrzeżeń odnośnie organizacji kufra i toaletki i chciałabym się nimi z Wami podzielić.